5. rocznica śmierci ks. Papiernika (29 IV)

29
Kwi

Tak, to już 5 lat… 29 kwietnia 2009 r. odszedł do Domu Ojca, a my pozostaliśmy – tutaj, w jego ukochanej parafii Najśw. Eucharystii, której wezwanie zostało przez niego bardzo starannie wybrane i wymodlone. W tym roku rocznica jego śmierci przypada w niespodziewanej bliskości innego niezwykłego wydarzenia: kanonizacji Jana Pawła II, którego wizyta w Łodzi zapoczątkowała dzieje naszej parafii.

Im więcej czasu upływa, tym osoba ks. Bohdana jawi się bardziej pogodnie, w ciepłych barwach, przypominających sepię na starej fotografii. Zapoczątkowane przez jego brata, Jerzego Papiernika, gromadzenie wspomnień i świadectw było czymś naturalnym, instynktownym. Wyrażało chęć zachowania czegoś szczególnie cennego i niepowtarzalnego. W naszych wspomnieniach powraca osoba ks. Papiernika i klimat spotkań z nim. Przychodzą na myśl słowa Jana Pawła II, który podczas swej ostatniej podróży do Polski, nawiązując do upływającego czasu, powiedział: „Nic nie poradzimy. Jest tylko jedna rada na to. To jest Pan Jezus. «Jam jest zmartwychwstanie i życie», to znaczy – pomimo starości, pomimo śmierci – młodość w Bogu”. Wierzymy, że i ks. Bohdan – pomimo śmierci – jest między nami młody w Bogu. Wracamy myślami do chwil, które mogliśmy z nim dzielić – radości i trosk. Do dobra, które było Bożym darem, a w osobie ks. Papiernika stało się naszym udziałem.

Fot. 1. Msza św. w rzymskich katakumbach

* * *

 

Ks. Bohdana Papiernika poznaliśmy – ja i moja rodzina – w 1995 r., kiedy przeprowadziliśmy się na Smulsko. Od razu nam się spodobał, był rzeczowy, operatywny, z niespożytą energią, miły. Jego kazania były jak On – subtelne, na temat, dające do myślenia, ale nie narzucające się. […] Pamiętam, jak pierwszy raz zadzwonił do nas do domu, informując, o której godzinie jest próba scholi dziecięcej – było to dla mnie prawdziwe zaskoczenie. Proboszcz fatygujący się telefoniczne w sprawie godziny próby – czy pasuje, czy Kasia może przyjść… Innym razem telefon do męża w sprawie porady co do projektu budowy Kościoła… Takich telefonów było dużo, do dziś dźwięczy mi w uszach głos Księdza w słuchawce. Wiem, że nie byliśmy jedyni, do których dzwonił, rozmawiał, umawiał. Taki sposób bycia powodował, że naprawdę czuliśmy się włączeni w tę parafię, w tę wspólnotę, co miało też konsekwencje w naszym spojrzeniu na budowę kościoła. Takie zachowanie powodowało, że ja także sięgałam po telefon, żeby o coś zapytać.

Sławomira

 

 

Ks. Bohdan łączył w sobie to, co było treścią papieskiej celebry na pobliskim Lublinku – miłość do Eucharystii i miłość do dzieci. Budowałem się jego długimi osobistymi adoracjami Najśw. Sakramentu, o których wiele razy słyszałem od różnych osób. Ks. Papiernik, jeszcze wówczas, gdy był wikariuszem w parafii św. Antoniego w Łodzi, był postrzegany przeze mnie jako kapłan głębokiej wiary, wielkiej gorliwości, żarliwej troski o piękno liturgii. Podziwiałem jego ofiarność w posłudze duszpasterskiej, zwłaszcza wobec dzieci, jego ogromne poczucie humoru i zdrowy dystans dla samego siebie. Przykład i świadectwo jego życia pomogło mi w wielu sytuacjach zdobywać się na osobistą modlitwę przed tabernakulum oraz podejmować odważne działania duszpasterskie na rzecz dzieci – jak np. organizację letnich kolonii.

W upalne dni lipca 1988 r. byłem wakacyjnym wikariuszem ks. Papiernika. Ujęła mnie wówczas jego troska o moją osobę. Choć nie mógł zapewnić mi jakiegoś kącika na plebani, był żywo zatroskany o moje codzienne dojazdy z rodzinnego domu do skromnej kaplicy. Imponował mi jako proboszcz – miał swoją śmiałą wizję parafii i duszpasterskiej posługi w niej. Dostrzegałem determinację, z jaką dążył do realizacji dobrze przemyślanych i przemodlonych pomysłów. Ksiądz Proboszcz „wiedział, czego chciał”. Zależało mu na tym, by innych przekonać o słuszności podejmowanych przedsięwzięć i w ten sposób tworzyć zespół osób zjednoczonych ze sobą w wysiłku dla dobra parafian. Na całe moje kapłańskie życie zaraził mnie zwłaszcza jedną inicjatywą: to pod jego wpływem przed każdą, także codzienną Mszą św., czytam teksty biblijne przewidziane na dany dzień, aby znaleźć inspirację do wprowadzenia do liturgii i poczynienia krótkiego komentarza, zachęty przed końcowym błogosławieństwem. […] Dzięki temu bronię się przed rutyną, ubogacam się Słowem Bożym, bo żeby pomóc innym w wydobyciu z niego całego piękna, sam najpierw muszę je dostrzec. I tak doświadczam prawdziwości słów, że kapłan uświęca się, głosząc Ewangelię i sprawując obrzędy liturgiczne. Mogę też śmiało powiedzieć, że moje dzielenie się „Okruchami Słowa” w telewizyjnym „Katolickim Tygodniku Informacyjnym” jest w dużej mierze zasługą ks. Bohdana.

ks. dr Tomasz Falak

Ks. Bohdan Papiernik był proboszczem parafii Najświętszej Eucharystii w Łodzi, moderatorem scholi w tej parafii, organizatorem gier, zabaw i wyjazdów dla dzieci, a także modlitwy i skupienia. Tak go zapamiętałam. Gdy go dziś wspominam, widzę jak biegnie przez podwórko parafialne z rozwianą sutanną, zawsze z telefonem w ręku, coś załatwić, z kimś porozmawiać, zawsze w bardzo ważnej sprawie. […]

Schola zawsze miała przygotowane swoje miejsce przy ołtarzu, wydzielone, czasem podpisane ławki. Nie chciał, żebyśmy ustawiały się przy organach, na tyłach kościoła. Chciał, aby schola dziecięca dawała przykład innym dzieciom i była blisko ołtarza. Chciał, żebyśmy były widoczne. […]

Ileż to czasu ksiądz spędzał z nami, aby nauczyć naszą rozgadaną bandę pieśni na dwa, a czasem nawet na trzy głosy. Zawsze miałyśmy wydrukowane książeczki z nutami lub chociaż z samymi tekstami pieśni, żeby nie trzeba było nosić ciężkich śpiewników. Zazwyczaj książeczki te były przygotowane na kolorowym papierze, z jakimś obrazkiem na początku, a warto przypomnieć, że ksero i komputery nie były wówczas codziennością, jak to jest dzisiaj. Jakimś cudownym sposobem ks. Papiernik potrafił nas przygotować na każdą ważną uroczystość liturgiczną. […]

Stworzył 2-stopniowy okres przygotowania do bycia scholanką. Pierwszy stopień to były aspirantki, najmłodsze dziewczynki, które dopiero zaczynały się uczyć śpiewać. Drugi stopień to kandydatki, a po roku organizowane było bardzo uroczyste przyjęcie ich w szeregi scholi. Za moich czasów na tej uroczystości kandydatki głośno wypowiadały przyrzeczenia scholanki, przebierały się w biało-pomarańczowe stroje, dołączały do starszych koleżanek i od tego momentu mogły śpiewać podczas każdej Mszy św. wraz z całą grupą. Aby stać się prawowitą scholanką, trzeba było dużo cierpliwości, bo okres przygotowania był długi i wymagający. No, ale ksiądz stawiał na najbardziej wytrwałe dziewczęta, dzięki czemu ja, z grupą moich najbliższych koleżanek, śpiewałam jeszcze będąc na studiach.

Na wyjazdach, ale także i w Łodzi, ksiądz potrafił z dużym wyczuciem zapewnić swoim podopiecznym czas na naukę, modlitwę, a także zabawę. Na zimowiskach na przykład obowiązkowe były sanki. Przed Wielkanocą organizował adorację Najświętszego Sakramentu służby liturgicznej. Zapisywałyśmy się z ochotą kilka razy w ciągu dnia na półgodzinne adoracje. Fajnie było zapełnić cały grafik tak, aby nie było nawet półgodzinnej luki. […]

Największą wyprawą, jaką nam zorganizował nasz opiekun, była pielgrzymka łódzkich scholi do Rzymu. To było naprawdę niezapomniane przeżycie. Wyjazd zorganizował w ten sposób, że udało się nam uczestniczyć we Mszy św. celebrowanej przez Jana Pawła II. Miałyśmy możliwość sfotografowania się z papieżem, planowana też była indywidualna audiencja dla nas, którą uniemożliwił, niestety, wypadek papieża w łazience. Zwiedziłyśmy cały Rzym, śpiewałyśmy w Radiu Watykańskim, ksiądz zabrał nas do Wenecji, na Monte Casino, pokazał, co tylko mógł, nie szczędząc przy tym ciekawych opowieści. […]

Ks. Bohdan Papiernik był bardzo ważną osobą w naszym życiu. Większości z nas udzielił ślubu, niektórym ochrzcił dzieci. Gdy był na parafialnej pielgrzymce we Włoszech m.in. z moimi rodzicami, głośno martwił się, czy dobrze przygotowujemy się do śpiewu na ślub jednej z nas. Pamiętam, że właśnie po tym wyjeździe jeden z uczestników powiedział do mnie: „Kasia, czemu nie mówiłyście, że ten ksiądz proboszcz to taki fajny jest”. No, bo fajny był nasz ksiądz opiekun! Cieszył się, gdy mógł z nami powariować, poganiać się, pojeździć samochodem, pośmiać. Był dla nas jak drugi ojciec, miał na nas wpływ i kształtował nasze charaktery. To dzięki niemu jestem tym, kim jestem. Za to zawsze będę mu wdzięczna.

Kasia

 

 

* * *

 

Testament duchowy ks. Bohdana Papiernika
(fragmenty)

 

Zapiski znalezione w kieszeni kurtki, w której Ksiądz najczęściej chodził:

[…] Moim testamentem, jaki pozostawiam dla parafii, jest prośba o modlitwę trwania. Jeśli będziemy blisko Boga, Bóg pokieruje nami w taki sposób, w jaki On będzie chciał. Ważne, by w głębi serca wsłuchać się w Jego głos i pozwolić Mu kierować sobą.

Prosił mnie kiedyś mój ojciec, gdy byłem już w seminarium: „Powiedz mi: jak powinno wyglądać moje życie, żeby być dobrym chrześcijaninem?”. Zaskoczyło mnie to pytanie i nie umiałem tak od razu odpowiedzieć ojcu. Dziś powiedziałbym mu: „Trwaj blisko Boga”. To samo powiedziałbym dziś parafianom, których z chrześcijańską miłością żegnam: starajcie się trwać blisko Boga. Niech słowa Chrystusa zapisane w Ewangelii św. Jana staną się dewizą waszego życia: „Trwajcie we Mnie, a Ja będę trwał w was”.

Pod spodem notatka:

Napisane w nocy z 14 na 15 II 2009 r. podczas adoracji przed Najświętszym Sakramentem.

Fot. 2. Pielgrzymka scholi do Rzymu